Siła miłości
Patrzę na zdjęcia seniorów trzymających się za ręce i nieustannie zachwycam się sielankową wizją życia, które – jak sobie wyobrażam – czeka mnie na emeryturze. Przeglądam strony Domów Seniora i z ulgą odnotowuję, że ktoś zajmie się mną tam w sposób holistyczny, zapewniając godne dożycie. Jako pełna sił staruszka będę uczestniczyć w lepieniu z gliny, wycinaniu ozdób choinkowych, jodze dla seniorów, warsztatach teatralnych i wielu innych atrakcyjnych zajęciach. Zadbana, z pomalowanymi paznokciami (wreszcie), pięknie uczesana, spotykać się będę co niedzielę na lunchach z rodziną, by z radością opowiadać o dawnych czasach i przeglądać zapisane w fotografiach wspomnienia.
Pięknie, prawda? Bullshit.
Takie obrazki oglądamy głównie w amerykańskich filmach, gdzie seniorzy nie tylko świetnie wyglądają, ale też mają końskie zdrowie i – jak można się domyślać – sporo pieniędzy. Tylko wtedy stać ich na luksusowe miejsca, w których spędzają ostatnie lata. Każdy ma tam swój pokój, pełen rodzinnych pamiątek, urządzony według własnego gustu. Domy Seniora przypominają pięciogwiazdkowe hotele. No żyć, nie umierać.
Ale wróćmy do tu i teraz.
Opieka nad chorymi, starzejącymi się rodzicami jest czymś naturalnym, wpisanym w koło życia. Kiedy są jeszcze w pełni sił, przyszłość wydaje się spokojną przystanią. Dom rodzinny pozostaje miejscem spotkań i wspomnień. Jednak gdy nadchodzą choroby i demencja – ten spokój znika bezpowrotnie. Szlak go trafia.
Kochający, zapatrzony w ciebie tato przechodzi przemianę. Z jego ust padają przekleństwa skierowane właśnie do ciebie. Nie przypuszczałaś, że można tak doskonale łączyć niektóre słowa. Choroba zmienia jego twarz. Coraz rzadziej widzisz w niej uśmiechniętego, dowcipnego, pogodnego starszego pana. Kąpiel, próba przebrania, posiłki czy leki stają się wyzwalaczami złości i agresji. Jego mózg jakby z ciebie drwił i szyderczo pytał: „Myślisz, że ciebie to nie spotka?”.
A mama? Jest w swoim świecie. Bliska, a jednocześnie jakby obok. Pełna tęsknoty, a jednak już bez nadziei. Żadne argumenty za życiem nie trafiają, bo – jak mówi – nic jej nie czeka. A mimo to wciąż potrafi wzbudzać w tobie wyrzuty sumienia: że jesteś za krótko, za rzadko, za mało intensywnie. Może nie jesteś aż tak dobrą córką, Aniu?
I wtedy przychodzi pytanie o miłość. Czy twoja złość i irytacja jej nie zabijają? Czy zadaniowe podejście do opieki nad rodzicami nie odcina dopływu czułości? A może ten nieustanny skurcz serca, który czujesz, patrząc na ich odchodzenie, jest właśnie wyrazem tej największej miłości?