Ta strona używa cookies Google Analytics.
Czytaj więcej na policies.google.com

Czyli blog o tym, że kręgosłupowi moralnemu może czasem wypaść dysk.

Lista wpisów

Rzecz o granicach

Granic nie posiadam. A gdyby tak zastanowić się, co właściwie znaczy to zdanie, można by dojść do wniosku, że to ja przekraczam granice — dobrego smaku, kultury czy obyczajowości. Że nadużywam ludzkiej cierpliwości, igram z emocjami innych i w ogóle jestem taką swawolną podróżniczką po ludzkiej mapie.

Może nawet byłabym z takich umiejętności całkiem zadowolona, bo mam nieodparte wrażenie, że dla wielu to znakomity sposób na życie. Najpierw wchodzą komuś z butami w emocje, potem tłumaczą, że oni po prostu są szczerzy. A gdy ktoś się obrazi – zawsze można uznać, że jest przewrażliwiony.

Dla wielu, ale nie dla mnie.

Lubię zagłębiać się w ludzką duszę i czuć uderzenia serca.  Nie potrzebuję map, ani GPS-ów, bo uważność jest najlepszą przewodniczką.

Nie lubię przekraczać czyichś granic, bo człowiek to nie Unia Europejska, ale misterna konstrukcja emocji i czasem jedno słowo może ją naruszyć i runie, niczym domek z kart.

Dlatego staram się być uważna. Choć przyznam, że w świecie, w którym tak wielu ludzi chodzi z butami po cudzych uczuciach, bycie uważnym bywa najbardziej wywrotową formą nieposłuszeństwa.

Więc wróćmy do moich granic. Nie posiadam ich, bowiem tak wiele osób je przekroczyło, nie bacząc na szlabany, że po prostu zostały zniszczone. W tym miejscu powinno paść pytanie, czy przechodzili na bezczela, czy ja jednak nie postawiłam wyraźnych znaków zakazu. Mam jednak teorię, że jestem kiepskim strażnikiem swoich granic.

Zatem przypatrzmy się naszym bohaterom, którzy przekraczają granice.

Pani A.

Och, nie będę się wtrącać, ale ta kanapa kompletnie tu nie pasuje.

Pan T.

Miałem nadzieje, że mi pomożesz, bo zawsze to chętnie robisz.

Pani K.

A nie mówiłam…

Pani Z. (nie proszona)

Mam dla ciebie świetne rozwiązanie…

Pani C.

Jesteś taka wyrozumiała, na pewno zrozumiesz.

Pan D.

Mówię to tylko dla twojego dobra.

Pani B.

Ja na twoim miejscu zrobiłabym zupełnie inaczej.

Pan R.

Nie bierz tego do siebie.

Pan J.

To tylko żart, nie znasz się na żartach?

Wtedy zwykle już wiem, że za chwilę ktoś przekroczy kolejną granicę. I dlatego myślę o nich, jak o drzwiach, do których można zapukać i poczekać, aż ktoś sam je otworzy. Ale dziwnym trafem wielu ludzi woli wejść bez pytania. Najlepiej z butami.

Ja zaś uczę się powoli jednej rzeczy. Że granice są po to, by chronić to, co w nas najdelikatniejsze. I że to ja jestem odpowiedzialna za ich stawianie.

Bo czasem wystarczy powiedzieć: Proszę zdejmować buty.