Ta strona używa cookies Google Analytics.
Czytaj więcej na policies.google.com

Czyli blog o tym, że kręgosłupowi moralnemu może czasem wypaść dysk.

Lista wpisów

Teraz

Nie wiem, co się wydarzyło, ale czyjeś życie było – i ot tak, zakończyło się.

Śmierć lubi wpadać z zaskoczenia. Jakby chciała powiedzieć: „Nie bądź taki pewny siebie, człowieku. Wiem, że zaplanowałeś wakacje, kupiłeś bilety, nawet walizkę już spakowałeś. Ale co mnie to obchodzi? Teraz twoja kolej. Nie spodziewałeś się? No cóż. Jak mawia klasyk – życie. A może raczej – śmierć ”.

I tak tkwimy w tym naszym życiu. I choć mamy już tak wiele, ciągle pragniemy więcej. Jabłko albo śliwka? Za mało. Nam się marzy mango, papaja, granat. Beskid Wyspowy? Nie, wolimy Himalaje albo przynajmniej Bali. Chcemy mocniej, dalej, szybciej – choć oczywiście w rytmie slow. Slow travel, slow food, slow life. A jednak ciągle w biegu. Ciągle głodni.

I to jest niezwykłe, bo kto nam zabroni żyć tak, jak chcemy? Nikt. Tylko czasem zapuka ta Pani. Cicho, bez zapowiedzi. I wtedy nagle znika wszystko – te nasze mango, te marzenia, slow i fast. Zostaje kilka zdjęć. I wspomnienia tych, którzy kochali. Na chwilę.

Więc jaki z tego morał?

Że koniec może być zawsze.

Ale możemy wiedzieć jedno – że dzisiaj trawa jest naprawdę zielona. Że kwitnie mlecz i pachnie kawa. Że tu i teraz nie jest „zbyt oczywiste”. To jest wszystko, co masz. Tak wiele!