Sieć
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że powiedzenie słowa „nie” to rzecz banalnie prosta. Cóż może być w tym trudnego? Trzy litery alfabetu – krótka i zdecydowana forma, która teoretycznie szybko pozwala zakończyć niechcianą rozmowę, odmówić spotkania czy wyjazdu.
A jednak w praktyce „nie” bywa cięższe do wypowiedzenia niż najdłuższe zdania. Czasem zatrzymuje się w gardle, zaplątane w wątpliwości i lęk przed tym, co pomyślą inni. Zamiast szybkiego cięcia, pojawia się tłumaczenie, usprawiedliwianie, a nawet próba znalezienia półśrodków, które wcale nie rozwiązują sytuacji. Dlaczego? Bo „nie” to nie tylko dźwięk – to granica, wybór i komunikat o tym, czego chcemy, a czego nie jesteśmy w stanie lub nie mamy ochoty zrobić.
Ciekawe jest też to, że w oczach wielu osób, których dana sytuacja bezpośrednio nie dotyczy, powiedzenie „nie” wydaje się wręcz obowiązkiem. I zazwyczaj mają rację. Pod warunkiem, że patrzymy na sprawę z dystansu, nie uwzględniając całej sieci powiązań i zależności. Człowiek nie jest samotnym białym żaglem dryfującym po oceanie życia. Zazwyczaj jest jedną z ryb w ławicy – częścią większej całości. Ma partnera lub partnerkę, rodzeństwo, rodziców, dzieci – całe drzewo genealogiczne, które w mniejszym lub większym stopniu wpływa na jego decyzje i codzienną egzystencję.
I zanim – uwikłany na przykład w przemoc fizyczną, ekonomiczną czy psychiczną, uzależnienie partnera albo inne wyjątkowo trudne sytuacje – powie „nie”, w myślach rozważa dziesiątki możliwych scenariuszy. Zastanawia się, co się wydarzy, gdy odważy się sprzeciwić. Jakie poniesie konsekwencje. Czy „nie” odbije się na jego bliskich.
Czasem lęk jest tak silny, że człowiek stoi w miejscu – byleby nikt go nie dotknął, bo wierzy, że lepiej przeczekać. Strach potrafi zamrozić odwagę, odebrać zdrowy rozsądek i przesłonić jasność widzenia.
Tylko warto pamiętać, że to proste, choć trudne „nie” może być pierwszym krokiem do zmiany, która pozwoli znów głęboko oddychać.