Ta strona używa cookies Google Analytics.
Czytaj więcej na policies.google.com

Czyli blog o tym, że kręgosłupowi moralnemu może czasem wypaść dysk.

Lista wpisów

Kamyk w bucie

Nadal z pisaniem bloga jestem na bakier. Co prawda otaczający mnie świat podrzuca mi całe mnóstwo tematów na kolejne teksty, ale szklana ściana, za którą stoję, nie pozwala mi sięgnąć po pióro.

A może nic mnie nie uwiera. Żaden kamyk w bucie czy ziarnko grochu pod pościelą.

Ale jest wręcz przeciwnie.

Kamyków nazbierałoby się pewnie na całkiem przyzwoitą ścieżkę, a grochu wystarczyłoby na zupę dla pułku wojska. Tylko jakoś coraz częściej, zamiast o nich pisać, omijam je, strzepuję, odkładam na później. A „później”, jak wiadomo, jest bardzo pojemnym miejscem. Mieszczą się w nim świetne pomysły, niedokończone rozmowy, książki, które koniecznie przeczytam, i teksty, które na pewno kiedyś napiszę.

Ale, co ciekawe, nie znalazły tam swojej przestrzeni moje emocje. Gdzieś się pogubiły. Ja chyba przez to też.

I choć czasem cenię sobie ten dziwny emocjonalny bezruch, tę ciszę po latach, kiedy w mojej głowie wiecznie coś krzyczało, trzaskało drzwiami albo urządzało sobie rollercoaster bez trzymanki, to jednak trochę za tym tęsknię. Za wzlotami i upadkami. Za zachwytem do utraty tchu i rozpaczą z gatunku „koniec świata, proszę się rozejść”. Za tą całą dramą rozgrywającą się w mojej głowie.

Bo wtedy, nawet jeśli czasem bolało jak cholera, przynajmniej czułam, że żyję.

A teraz co czuję, gdy nie czuję tak mocno?

Prawda jest taka, że ja właściwie nie wiem, co czuję. I to jest dla mnie coś kompletnie nowego. Bo gdy jest wszystkiego za dużo, za mocno, za szybko, to końce świata zdarzają się przed śniadaniem, obiadem i kolacją. A tu nagle cisza. I jest tak przyjemnie.

Tyle, że czasem stoję w tej ciszy i zastanawiam się, czy to właśnie jest spokój, którego tak długo szukałam, czy może po prostu przestałam siebie słyszeć.