Goodbye
Nadchodzi zawsze nieoczekiwanie. Nie wysyła zapowiedzi, nie stuka cicho, tylko nagle głośno puka do drzwi. I wiesz, że musisz otworzyć. Bo przed nią nie ma kryjówek, żadnej zasuwy od środka.
Wydawało ci się, że masz jeszcze tyle czasu. Że zdążysz wszystko załatwić: zamknąć to, co niedomknięte, wybaczyć niewybaczone, wytłumaczyć zagmatwane, spisać niespisane, spotkać się z tymi, których zaniedbałaś, otworzyć to, co ukryłaś najgłębiej, żeby nikt nie znalazł.
A tu nagle nic już nie możesz. Bo przyszła, zaskoczyła cię całkowicie. Nie pożegnałaś się. Nie zatańczyłaś tanga. Nie powiedziałaś „kocham”. Nie powiedziałaś „spierdalaj”. Nie napisałaś kolejnego tekstu. Nie spisałaś testamentu. Nie upiłaś się z przyjaciółką. Nie wyznałaś win. Nie spełniłaś wszystkich obietnic. Ot tak. Odeszłaś.
A jednak – zdążyłaś się pokłócić. Powiedzieć kilka trudnych słów. Obrazić się. Nakrzyczeć. Zezłościć.
I na co ci to było? Ona i tak zapukała. A ty nie byłaś gotowa. Ciekawe, dlaczego? Bo ona zawsze przychodzi z zaskoczenia. Nie czeka, aż będziesz przygotowana. Nie ma skrupułów. Po prostu puka i zabiera w podróż na drugą stronę – nawet jeśli masz pieczeń w piekarniku, pranie do rozwieszenia albo wizytę u psychologa za pół godziny.
Ma w dupie, że się nie uczesałaś, że nie zostawiłaś wytycznych na życie innym, że nie zapłaciłaś VAT-u czy ZUS-u. Cóż miałoby ją to obchodzić? Rozliczy ją ktoś?
Bo gdy życie mówi „goodbye”, wszystkie nasze ważne i najważniejsze rzeczy do zrobienia przestają mieć jakiekolwiek znaczenie – nagle stają się niczym.