Ta strona używa cookies Google Analytics.
Czytaj więcej na policies.google.com

Czyli blog o tym, że kręgosłupowi moralnemu może czasem wypaść dysk.

Lista wpisów

Baśń 2.0

Nie tak dawno poznaliście Dziewczynę, której pękło serce, a dziś poznacie jej przyjaciółkę – Dziewczynę, która czuła więcej. I więcej. I więcej. Jedni nazywali to nadwrażliwością. Inni przesadą. A kolejni – przewrażliwieniem.

Jaki z tego wniosek? Taki, jaki zwykle wyciąga świat: że czuć więcej to kłopot.

Dziewczyna zatrzymywała się, kiedy inni pędzili. Widziała to, czego inni nie chcieli widzieć. Dostrzegała drobne pęknięcia — w słowach, w spojrzeniach, w ciszy, która nagle robiła się zbyt ciężka.

Jej serce biło w innym rytmie. Nie zawsze wygodnym, ale prawdziwym. Rozumiała szybciej, zanim inni zdążyli zapytać. Słyszała sens między słowami. I to pozwalało jej być bardziej uważną i obecną. Bywało, że nosiła bagaże innych, by im ulżyć w smutku, słabościach, rozpaczy. Czy czuła misję? Raczej nie. Nie była bohaterką z legend, która wyrusza z mieczem, by walczyć z demonami czy smokami. Jej bronią była wrażliwość a przeciwnikami ludzkie niepokoje, lęki i smutki.

Czuła, że bycie dla innych jest czymś ważnym. Że świat, w którym nikt nie jest dla nikogo, robi się pusty i bardzo smutny a ludzi ogarnia samotność. Że jeśli ona nie zatrzyma się przy czyimś pęknięciu, to pęknięcie może się rozszerzyć.

I nie — nie zbawiała ludzkości. Nie ratowała świata wielkimi gestami. Pomagała uważnością. Wysłuchaniem. Obecnością, która nie spieszy się z radą. Czasem tylko siedziała obok. Mówiła jedno zdanie. Podawała herbatę. A czasem przytulała. Nie czuła ciężaru, który zostawiali w niej inni. Bo była jak drzewo, które dźwiga na gałęziach śnieg. Do czasu, gdy zauważyła, że traci siły. Że jest jak świeca, która cudownie oświetla przestrzeń, ale jest jej coraz mniej, ponieważ się  spala. Była niczym gasnąca latarnia we mgle, blaknąca farba na słońcu, więdnący kwiat bez wody. Jednak piękne literackie porównania nie oddawały prawdziwego stanu Dziewczyny, która traciła głos, oddech stawał się coraz szybszy, coraz trudniej było jej zasnąć. Myśli krążyły w głowie niczym ptaki, które nie mogą znaleźć miejsca do lądowania, a emocje w jej ciele szalały jak goście weselni na parkiecie w remizie. Coraz rzadziej się śmiała.

Ale nadal była uważna na wszystkich. Tyle, że w zbiorze „wszyscy” nie było jej osoby. Zatem pozostaje pytanie, dlaczego tak było? Gdzie podziała się Dziewczyna? Ciekawe jest to, że słyszała więcej, ale była głucha na podszepty swojego ciała. Może myliła dobroć z obowiązkiem? Może ktoś kiedyś nauczył ją, że jeśli może pomóc, to powinna? Może uwierzyła, że jej zmęczenie jest mniej ważne niż czyjś smutek?

I wydarzyła się dziwna rzecz. Pewnego dnia usłyszała: „dobrze, że jesteś” i poczuła wtedy tylko zmęczenie. Nie dumę, że może znów pomóc. Więc nie podniosła tego bagażu, a świat się nie zawalił! To było dla niej odkrycie większe niż wszystkie cudze historie razem wzięte.

Od tego dnia jej ciało zaczęło zarastać wątpliwościami. Wiły się w niej niczym gałęzie drzewa. Najpierw delikatnie dotykały jej ciała, jakby sprawdzały, czy mają miejsce. Potem zaczęły oplatać ją coraz mocniej. I choć początkowo Dziewczyna próbowała coś z nimi zrobić to one rosły. Oplatały jej gardło, gdy chciała powiedzieć „nie”, a gdy chciała zrobić coś dla siebie zaczęły wrastać w jej dłonie. Poczuła, że nie ma siły uciekać. Usiadła więc na progu swojego domu, by odpocząć. I jak to w baśniach bywa, wydarzyło się coś magicznego. Jej stopy stałe się ciężke, palce wrosły w trawę, na ramionach pojawił się cień kory, a z jej wątpliwości wyrosły gałęzie. Dziewczyna zamieniła się w piękną wierzbę.

Mieszkańcy, zadziwieni nagłym pojawieniem się drzewa, zaczęli przychodzić do niego, by usiąść w cieniu lub oprzeć się o pień. Czuli, że pod jego delikatnymi gałęziami jest bezpiecznie. I w sumie nikt nie pytał gdzie jest Dziewczyna. Chyba myśleli, że odeszła. Tylko czasem ktoś mówił, że drzewo ma w sobie coś smutnego – jak ona.

A po latach nikt już nie pamiętał, że pod tą wierzbą kiedyś mieszkała Dziewczyna. Mówiono tylko, że to drzewo zawsze tu było. I zawsze dawało cień i schronienie.