Baśń o Matce Dziewczyny
Na skraju pradawnej puszczy, u stóp wielkiej góry strzegącej tajemnic tej krainy, mieszkała Dziewczyna i jej Matka. Nie była to żadna z tych Dziewczyn, które już poznaliście, choć wszystkie znały się doskonale, bo w końcu były jednym snem i jedną opowieścią.
Nasza bohaterka była trochę podobna do tamtych, choć miała własne ścieżki prowadzące w głąb puszczy. A tam spotykała dziewczyny, które z braku akceptacji w ludzkim świecie znalazły schronienie wśród nieziemskich istot. Widywała tam rownież Południce, Rusałki i inne boginki, a jedna z nich szczególnie zbliżyła się do Dziewczyny, najcichsza z nich-Smutnica. Nikt nigdy nie słyszał jej głosu, ale jej spojrzenie mówiło więcej niż tysiąc słów. Pojawiała się zawsze wtedy, gdy w czyimś sercu rodził się smutek, i przytulała tak mocno, że brakowało miejsca na swobodny oddech. Mówiono, że powstała z mgieł i ludzkich łez. Budziła strach, bo gdy dotykała ludzi, ich myśli stawały się ciężkie jak kamienie, a serce ogarniało zwątpienie. Wszystko dookoła przygasało, jakby ktoś po kolei gasił światła.
Wróćmy jednak do Matki.
Mieszkając u stóp góry pełnej tajemnic słyszała rzeczy, których inni nie słyszeli, widziała więcej i czuła mocniej. Miała w sobie rzadką moc miłości, której w świecie ludzi było coraz mniej. Biegli oni bowiem tak szybko, że nie zauważali drobnych rzeczy, z których rodzą się czułość i wrażliwość.
Matka kochała swoją córkę ponad wszystko. Dbała o ich mały skrawek świata z wielką uważnością. Dostrzegała najmniejsze zmiany i reagowała na nie najlepiej jak potrafiła. Czuła, kiedy puszcza potrzebuje ciszy, a kiedy czyjejś obecności.
Od chwili, gdy Dziewczyna po raz pierwszy spojrzała w jej twarz – i było to najczulsze wyznanie miłości – wiedziała, że ta krucha istota będzie darem nie tylko dla niej, lecz także dla tych, których spotka na swojej drodze. Czuła jednak, że jej serce jest delikatne i może zostać zranione przez świat, który coraz słabiej pamięta, jak obchodzić się z czułością. Dlatego słuchała tego, co szeptała góra, jakby wiedziała, że kiedyś podpowie jej, jak ochronić serce Dziewczyny.
Z roku na rok obie coraz bardziej stawały się częścią puszczy. Drzewa przytulały je gałęziami, a boginki szeptały swoje opowieści. Dziewczyna uwielbiała zapuszczać się w głąb lasu, słuchać pieśni wiatru i dotykać kory drzew, która była niczym mapa prowadząca do wnętrza zielonego świata, gdzie korzenie splatały pradawne historie.
Matka patrzyła na nią z radością. Dziewczyna dorastała w miejscu nieskażonym ludzką nieczułością.
Mijały dni, tygodnie i lata pełne spokoju. Coraz częściej jednak Dziewczyna znikała na długie godziny w lesie. Tańczyła na polanach, rozmawiała z mieszkańcami puszczy i słuchała pieśni wiatru. Z czasem zaczęła się zmieniać – częściej milczała i patrzyła w dal, jakby na kogoś czekała.
Aż pewnego dnia zniknęła.
Nikt nic nie widział i nikt nic nie słyszał. Drzewa milczały, ptaki przestały śpiewać, a zwierzęta ukryły się w swoich norach. Natura nagle ucichła.
Matka przeczuwała, kto może za tym stać. Bała się Smutnicy. Tej, która przykrywała świat cieniem.
Wyruszyła więc w głąb puszczy i skierowała się ku wielkiej polanie, gdzie spotykały się stare boginki, pamiętające czasy, gdy ludzie i las mówili tym samym językiem. Tam dowiedziała się prawdy.
Boginki potwierdziły tylko jej podejrzenia, że za zniknięciem jej córki stoi Smutnica. Jej serce zalała rozpacz, bo coraz częściej mówiono, że to najcichsza z istot zamieszkujących puszczę, a jej siła rosła dzięki sercom ludzi, którzy zapominali, czym jest radość. Nie potrzebowała krzyku, bo gdy przygasał śmiech, a zapach lasu nie cieszył, to dni już nie smakowały jak dawniej. W sercach rodziła się wtedy cisza i pustka. Boginki zdradziły jej też, że Smutnica jednak nie porywała ludzi i nie zabierała życia, ale zapraszała do krainy, w której nic nie cieszy. To dało jej nadzieję. Wierzyła w moc miłości i postanowiła spojrzeć Smutnicy w oczy, by opowiedzieć jej o swej rozpaczy. Miała nadzieję poruszyć duszę boginki, bowiem chodziły słuchy, że kiedyś była szczęśliwą Mamą, ale niestety jej córce pękło serce.
Uzbrojona w czułość, wrażliwość i miłość ruszyła dalej.
Im głębiej wchodziła w puszczę, tym robiło się ciemniej. Promienie słońca omijały to miejsce, jakby bały się utracić swój złoty blask. Drzewa pochylały się ku ziemi, a ich gałęzie wyglądały jak utkane ze smutku.
Matka szła powoli, czując, że zbliża się do miejsca zamieszkania Smutnicy. W końcu stanęła przed chatą boginki.
Smutnica wyszła jej na spotkanie. Na jej twarzy malował się smutek, którego nie potrafiły opisać żadne słowa. Matka spojrzała w jej oczy i dostrzegła cień tak głęboki, jakby od dawna nikt nie zapalił w nim światła.
Usiadły przed chatą i rozmawiały długie godziny. Nikt nie słyszał ich słów, bowiem jedynym świadkiem była prastara puszcza.
W końcu Smutnica zgodziła się, by Dziewczyna wróciła do domu.
Miłość Matki okazała się jedną z najpotężniejszych sił, jakie znał ten świat. Boginka postawiła jednak jeden warunek. Powiedziała cicho, że nie może zniknąć na zawsze, bo jest częścią ludzkiego życia. Czasem będzie wracać i siadać obok Dziewczyny.
Matka długo milczała, ale wiedziała, że niektórych rzeczy nie da się wygnać ani z puszczy, ani z ludzkiego serca.
Dziewczyna wróciła do domu u stóp wielkiej góry. Znów chodziła ścieżkami puszczy i dotykała kory drzew, które pamiętały więcej niż ludzie. A czasem, gdy dzień stawał się cięższy niż zwykle, siadała obok niej Smutnica.
Matka nauczyła ją jednak czegoś bardzo ważnego. Że nawet w najciemniejszej części puszczy można rozpalić małe światło.
I że czasem wystarczy jedna osoba, która usiądzie obok.